Drogeryjni Macacze zawiedzeni wizytą w Biedronce…

Pewnie każda z nas miała do czynienia, chociaż raz z tzw. Drogeryjnym Macaczem. Jakie są jego cechy charakterystyczne? Głównie niepohamowana ciekawość w testowaniu produktów, które zamierza nabyć. Taki osobnik przed zakupem musi sprawdzić jak prezentuje się szczoteczka tuszu, jakie krycie ma lakier do paznokci, a nawet jak nawilża balsam do ciała. Oczywiście z testerów nie korzysta. Sklepy mają różne podejście do takich typów, czasem zwracają im uwagę (patrz: Rossmann), a czasem sama obsługa nie widzi nic złego w otwieraniu produktów przeznaczonych do sprzedaży (patrz: Natura).

Widoczny skutek działalności Macacza na nowym produkcie

Czemu tak ważne jest kupowanie produktu, który nie był wcześniej otwierany? Po pierwsze okres przydatność kosmetyku liczymy od momentu jego otwarcia a nie od chwili zakupu w sklepie, więc w przypadku tuszu, który ma krótki okres przydatności (3 miesiące) bardzo ważne jest czy ktoś już zdążył wpompować w niego powietrze tydzień czy miesiąc przed zakupem dokonanym przez nas.  Czasem może się okazać, że dopiero, co kupiony tusz jest zeschnięty i nie nadaje się do użytku.  Zwykle winimy wtedy producenta, który wypuścił na rynek bubel, ale może powinniśmy zastanowić się czy ktoś go wcześniej nie otwierał.

Pan Tester bardzo lubi być dotykanym przez potencjalnych klientów.
W przeciwieństwie do innych kosmetyków, które są z natury „niedotykalskie”.

Po drugie chyba nikt, nie chce kupować używanych kosmetyków: maseł do ciała z zerwanym sreberkiem, na wpół zużytych podkładów czy ubrudzonych opakowań tuszy i lakierów do paznokci. Przykładowo ja mam traumę po tym jak kupiłam cień do powiek w Drogerii Natura, który miał być prezentem. Po przyjściu do domu okazało się, że są na nim odbite czyjeś palce. Nie za bardzo miałam czas iść i go wymienić, więc musiałam trochę się tłumaczyć przed solenizantką, dla której przeznaczony był kosmetyk.

Po trzecie: bariera psychiczna. Nie wiem jak wy, ale mnie przeraża fakt, że ktoś macał sobie coś, co ja mam później nałożyć np. na powiekę. Prawdopodobnie chodząc sobie po centrum handlowym, taka osoba nie miała zbyt wielu okazji do umycia rąk, więc takie wielokrotnie macane kosmetyki stają się rajem dla rozwoju bakterii.

W USA wszystkie kosmetyki są zapakowane, tak by nikt ich nie otwierał. Moim zdaniem to fantastyczny pomysł, ale obawiam się, że u nas nie przyjąłby się. W Stanach, bowiem mają genialną politykę zwrotów, która pozwala klientom na zwrot otwartego, używanego kosmetyku i otrzymaniu wydanych pieniędzy.  Można, więc spokojnie przetestować kosmetyk w domu i odnieść go do sklepu, gdy się nie sprawdzi.  Takie pakowane produkty często można spotkać na Allegro i ja już wolę kupić taki tusz właśnie tam niż w stacjonarnej drogerii.

Ostatnio bardzo pozytywnie zaskoczyłam się pod tym względem robiąc zakupy w… Biedronce. Wchodzę a tam pięknie zapieczętowane tusze, róże, lakiery i cienie firmy Bell. Nic w sumie nie potrzebowałam, ale skusiłam się na tusz. Najwyżej trochę poleży. Szczelnie zamknięty.

W Biedronce Macacz może już tylko załamać ręce…

Zastanawiam się nad zaskakującą puentą tego wywodu, ale w sumie jest dość banalna. Nie otwierajmy kosmetyków, szczególnie tych kolorowych, ponieważ one służą nam najdłużej. Na półkach możemy spotkać coraz więcej testerów, a gdy ich nie ma to poprośmy obsługę o jego zrobienie.  W dużej mierze to od nas zależy czy będziemy kupować pełnowartościowe produkty.

…ale szczoteczkę sprawdzić może!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s