Lush Story- Cukrowy peeling do ust

Jakiś czas temu wszyscy nagle zainteresowali się firmą Lush, nie wiem czy to z powodu samych kosmetyków i naturalności (czasem wątpliwej) czy tajemniczej aury niedostępności, która dodatkowo podsycała pragnienie posiadania przynajmniej jednego produktu tej firmy. W każdym razie lush’ową gorączką zaraziłam się i ja. Nie była to jednak długa choroba ponieważ wystarczyła jedno spojrzenie na ceny w austriackim sklepie by cały mój entuzjazm opadł. Suma sumarum sama nic nie kupiłam ale dostałam kilka drobiazgów więc mogłam wreszcie zaspokoić swoją ciekawość nie nadwyrężając swojego portfela. Teraz z perspektywy czasu uważam, że cały ten szał na Lusha był mocno przereklamowany.

Na pierwszy ogień pójdzie cukrowy peeling do ust o smaku i zapachu gumy balonowej. Peeling znajduje się w solidnym, przeźroczystym, szklanym słoiczku co ma zarówno swoje plusy jak  i minusy: wiemy ile zostało nam produktu do końca, łatwo wyjąć go z opakowania ale z drugiej strony słoiczek jest dość ciężki no i łatwo go zbić. Ogólnie podoba mi się minimalistyczny dizajn lush’owych produktów jednak tym razem dostałam dość mocno zmasakrowaną nalepkę (podobno wyglądała tak już tuż po zakupie) i trochę psuje mi ona moje doznania estetyczne.

Teraz przejdźmy do samego peelingu. Ma suchą, sypką konsystencję przez co trochę trudno nabrać go na palec. Zapach to typowa guma balonowa, słodka i sztuczna ( z zasady guma balonowa nie będzie pachnieć naturalnie;) ). Jako że peeling składa się z cukru, jakiś barwników i polepszaczy smaków można po użyciu można go zlizać z ust. Ja akurat za tym nie przepadam bo nie odpowiada mi jego ulepkowato – sztuczny smak, za to zmywa się bez problemu. Natomiast radzę uważać z szorowaniem nim po ustach, ponieważ można je sobie podrażnić, zresztą jeżeli ktoś chce się przekonać jak taki peeling działa to niech weźmie po prostu cukier i poszoruje nim po wilgotnych ustach.

Gdzieś wyczytałam o jego właściwościach nawilżających ale niestety nie było mi dane się o nich przekonać;)

Szczerze mówiąc nie widzę za bardzo sensu w kupowaniu tak małej ilości cukru za około 5 futnów (nawet w czasach niedawnego szaleństwa cukrowego bardziej opłacało się pognać do Biedronki po kilogram cukru). To taki niepotrzebny gadżecik, uprzyjemniacz i poprawiacz nastroju. Produkt jedynie dla osób, którym nie chce się przejść z łazienki do kuchni.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Lush Story- Cukrowy peeling do ust

  1. Linusiaczek pisze:

    „Gdzieś wyczytałam o jego właściwościach nawilżających ale niestety nie było mi dane się o nich przekonać;)”😀😀😀

    Ok, uśmiałam się zdrowo. A tak serio to ja o Lushu słyszałam tyle, że ma świetne kosmetyki, jak i prawdziwe buble. Dziwnym trafem wszyscy zbiorowo dostali na niego choroby, tylko nikt nie wiedział właściwie dlaczego dopiero po wydaniu masy pieniędzy zaczęli sobie zadawać sobie pytanie, ponieważ wszyscy jak ręką odjął się rozczarowali. No cóż, mnie się wydaje, że taki już los firm, o których mówi się przez chwilę, ale bardzo intensywnie – najpierw jest moda, potem wielkie rozczarowanie, a potem robi się moda na bycie na nie😉

    Powiem szczerze, że pomimo bardzo różnych ocen Lush jest wciąż na mojej wishliście, ale czeka na lepsze pod względem finansowym dni. W międzyczasie czytam recenzje i patrzę co w trawie piszczy. Napaliłam się na kilka past myjących do buzi i kostek do masażu, w planach mam także zażycie szamponu w kostce… a co dalej, zobaczymy. Tak mnie się jednak wydaje, że balsamy do ust sobie podaruję…..😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s