Alterra, szampon nadający połysk morela i pszenica

Pamiętam, jak to jeszcze do niedawna można było dostać w Rossmannie jedynie pomadki marki Alterra. Później pojawiło się chyba mydło w płynie i nastąpił wysyp innych produktów do pielęgnacji twarzy oraz ciała. Oczywiście skusiłam się na sporą część z nich. Szampon był jednym z pierwszych produktów, który udało mi się zużyć.

Glanz-Shampoo Aprikose&Weizen,8,99zł, Alterra, Rossmann

Bardzo podoba mi się zapach szamponu, pachnie jak landrynka pomarańczowa! Szkoda jedynie, że nie utrzymuje się na włosach. Wydajność standardowa jak na szampony bez SLSów czyli raczej kiepska ale ja zdążyłam już się do tego przyzwyczaić i nie jest to dla mnie żadnym minusem.

To co nie podobało mi się w tym produkcie to konsystencja, gęsta,  żelowa wręcz glutowata, której nie mogłam w żaden sposób równomiernie rozprowadzić na włosach, sprawiała  problemy przy spłukiwaniu. Ciężko również dozować odpowiednio  żel z opakowania . Zdarzało się, że żel wylądował już na dłoni a pod wpływem powietrza z opakowania znowu wciągał się do środka. Zabawna sytuacja o ile nie zdarza się codziennie a my nie wisimy nad wanną z opuszczoną głową o 6 rano.

Niestety po szamponie miałam wrażenie niedomytych, obciążonych włosów a przecież myje je codziennie produktami bez SLSów więc są przyzwyczajone do takiej pielęgnacji. Efekt po umyciu  nie za ciekawy: wysuszone, splątane siano. Nie wiem co jest nie tak z moimi włosami czy z tym szamponem. Niby skład super, niby używałam już podobnych produktów a z jakiegoś dziwnego powodu mi nie przypasował. Tak już czasem bywa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje, Zużycia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Alterra, szampon nadający połysk morela i pszenica

  1. Linusiaczek pisze:

    „Zdarzało się, że żel wylądował już na dłoni a pod wpływem powietrza z opakowania znowu wciągał się do środka. Zabawna sytuacja o ile nie zdarza się codziennie a my nie wisimy nad wanną z opuszczoną głową o 6 rano.”😀😀 Padłam ze śmiechu, mimo że wiem, że nie miało być zabawnie😉

    Alterry nie próbowałam, więc się nie wypowiem niestety, ale zauważyłam, że produktami bez SLSów myje się włosy nieco inaczej. Może to tylko moje wyobrażenie w sumie, pewna nie jestem, ale zaczęłam niedawno używać kokosowego szamponu Organix i zauważyłam, że włosy są zupełnie inne w dotyku po spłukaniu szamponu. Takie… no właśnie takie nieoblepione niczym, aż piszczą podczas zmywania szamponu z włosów. Myślałam, że po wyschnięciu będą jak siano, ale nie – ładnie wyglądają i nawet błyszczą, są miłe w dotyku. Ciekawe jakie będę mieć wrażenia potem, bo na razie to dopiero zaczęłam.

    • Starałam się to zobrazować jak najlepiej;)

      Ja używam szamponu Babydream bez slsów od około 4 lat (?), testowałam też Urtekram i byłam zachwycona. Ale Alterra jakoś mi nie odpowiada, jak widać szampon bez SLSów szamponowi bez SLSów nie równy;) Kojarzę te z Ogranix ale jak na moją kieszeń i częstotliwość mycia niestety są za drogie:/

  2. ola pisze:

    alterra to nie pięlęgnacja bez SLSów😉 sodium coco sulfate to to samo co sodium lauryl sulfate, tylko w nieoczyszczonej formie, więc detergent jak najbardziej tam jest. podobno ten właśnie szampon nie jest zbyt dobry, ma najgorsze recenzje ze wszystkich trzech, ale np ten a aloesem i granatem (liczi?) spisuje się całkiem nieźle🙂

    • SCS często podaje się za alternatywę dla SLSów, która ma być delikatniejsza dla włosów, ile w tym prawdy tak na prawdę nie wiem;) Ja już się raczej nie skuszę na szampony z Alterry, głównie ze względu na fatalną konsystencję doprowadzającą mnie do szału.

  3. joana pisze:

    to bardzo ciekawe, bo ja mam zupełnie przeciwne wrażenia po tym szamponie:) nie jest może super pieniący, ale jak na taki naturalny produkt spisuje się u mnie znakomicie i kupiłam właśnie kolejne opakowanie. ale może to dlatego że włosy mam nie za długie…

  4. Linusiaczek pisze:

    No wiecie jak to jest z kosmetykami – co podpasuje jednemu, to drugiemu już niekoniecznie. Ale opis przebiegu mycia włosów był po prostu przepiekny, nie mogłam się powstrzymać. Swoją drogą, tak mnie się właśnie zdawało, że SLS czy SCS to chyba podobne, zauważyłam, że w Stanach zazwyczaj piszą „without sulfates”, jesli chcą zaznaczyć, że bez tego typu substancji, chociaż, jak wiadomo, jesli mają nawet odrobinę rózny skład, to i działanie mogą mieć inne, więc w sumie może sulfat sulfatowi nie równy😀

    • Kurcze, szkoda, że do nas nie doszły te oznaczenia. Jak na razie pojawiają się czasami „bez SLS” ale co z tego skoro producenci dodają jakieś inne szkaradziejstwa o których już nie informują bo są po prostu mniej znane.

  5. Linusiaczek pisze:

    eeergh, nierówny miało być😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s